top of page

Green&Blueberry-Logistics. Przyznano mi azyl we Francji — ale nie przyszłość

  • 30 lip
  • 3 minut(y) czytania

Zaktualizowano: 2 sie

Kiedy po raz pierwszy przybyłem do Francji jako uchodźca chroniony na mocy Konwencji Genewskiej z 1951 roku, nie miałem nic poza nadzieją — i przekonaniem, że pójdą za nią godność, bezpieczeństwo i szansa na nowe życie. Uciekłem przed prześladowaniami, przekroczyłem granice i stanąłem na europejskiej ziemi z jednym marzeniem: odbudować swoje życie poprzez pracę, zaangażowanie i wspólnotę.

Francja przyznała mi azyl, za co jestem głęboko wdzięczny. Ale droga, którą przebyłem od tego czasu, daleko odbiega od moich wyobrażeń. Z biegiem lat zrozumiałem, że przetrwanie to nie to samo co przynależność — i że uznanie na papierze nie oznacza akceptacji w sercach i umysłach ludzi.

Pomimo ukończenia wielu kursów zawodowych i programów akademickich we Francji, nieustannie spotykałem się z odrzuceniem na rynku pracy. Moje aplikacje były ignorowane. Moje kwalifikacje lekceważone. Czasem mówiono mi nie słowami, ale ciszą, że po prostu nie pasuję. Nie miało znaczenia, jak bardzo byłem kompetentny i zmotywowany. Nadal byłem postrzegany przede wszystkim jako „inny”. Ale nie poddałem się.

Karamoko Gaoussou
Karamoko Gaoussou

Kiedy drzwi się nie otwierały, postanowiłem zbudować własne. Założyłem firmę — Green&Blueberry-Logistics — zrównoważony system dostaw miejskich wykorzystujący elektryczne rowery cargo, aby ograniczyć emisje CO₂ w Paryżu. To nie był tylko pomysł na biznes — to była misja łącząca odpowiedzialność ekologiczną z integracją społeczną. Firma miała stworzyć 11 miejsc pracy i była wspierana przez takie instytucje jak France Travail, BGE ADIL czy Paris Initiative Entreprises. Kilka firm logistycznych podpisało już listy intencyjne.

Byłem dumny z tej pracy, z tej wizji, z tego wysiłku. I nie byłem w tej drodze sam.

Jednym z pierwszych ludzi, którzy we mnie uwierzyli, był pan Xavier Cusset, który przyjął mnie pod swój dach, gdy przyjechałem do Francji. Jego moralne, finansowe i niemal ojcowskie wsparcie dawało mi siłę, gdy sam jej nie miałem. Przypominał mi, że dobroć nadal istnieje.

Niezapomnianym momentem było także przyjęcie mnie — nie raz, a dwa razy — przez byłego prezydenta Francji François Hollande’a, który zaprosił mnie do swojego biura. Zachęcał mnie do rozwijania mojego przedsiębiorczego ducha i docenił społeczną oraz ekologiczną wartość mojej działalności. Wyraził podziw dla mojej wytrwałości i nawet obiecał pomoc w znalezieniu partnerów biznesowych, bym mógł uruchomić projekt.



Karamoko Gaoussou
François Hollande Karamoko Gaoussou

A jednak, mimo całego tego wsparcia, ostatecznie odmówiono mi dostępu do unijnych programów finansowania — mimo że spełniałem wszystkie kryteria. Mój projekt był opłacalny i miał pozytywny wpływ społeczny. Jedynym, czego najwyraźniej brakowało, było „właściwe” pochodzenie.

Odrzucenie było druzgocące — nie tylko dlatego, że zatrzymało rozwój mojej firmy, ale dlatego, że potwierdziło to, czego od dawna się obawiałem: że dla niektórych z nas sam wysiłek nigdy nie wystarczy.

Mimo to nie pozwoliłem, by ogarnęła mnie gorycz. Nadal się starałem. Postanowiłem kierować się człowieczeństwem, a nie urazą. Współpracowałem z organizacjami takimi jak Secours Catholique – Caritas France czy JRS France (Jezuicka Służba Uchodźcom), poświęcając swój czas i energię, by wspierać innych uchodźców. Brałem udział w działaniach kulturalnych i społecznych — nie po to, by coś udowodnić, ale by dawać z siebie to, co mogę. Nie szukam uznania, ale nie godzę się też na odrzucenie ani dyskryminację jako mój los.

Dla mnie rasizm to nie tylko zjawisko polityczne — on zakorzeniony jest w codziennych spojrzeniach i ocenach zwykłych ludzi. Politycy mogą nadawać mu kształt i słownictwo, ale korzenie sięgają głębiej. Rasizm nie zawsze jest krzyczany — bywa cichy, instytucjonalny i uprzejmy — ale nie mniej szkodliwy. Przejawia się w odmowie szans, w ignorowaniu kompetencji i w sprawianiu, że człowiek staje się niewidzialny.

Francja dała mi ochronę. Ale nie dała mi przyszłości.

A mimo to wciąż tu jestem, wciąż trwam, wciąż mam nadzieję. Nie porzuciłem życia — tylko przekonanie, że muszę stale udowadniać swoją wartość społeczeństwu, które nie chce jej dostrzec. Nadal wierzę, że gdzieś na tym świecie istnieje miejsce, w którym ktoś taki jak ja może nie tylko przetrwać, ale rozkwitać. Miejsce, w którym godność nie jest warunkowa. Miejsce, w którym wysiłek jest nagradzany, a nie karany.

To nie tylko moja historia — to historia wielu uchodźców. Ludzi z marzeniami, z umiejętnościami, z sercami pełnymi odwagi, którzy pragną jedynie uczciwej szansy. I być może, pewnego dnia, znajdę to miejsce.


Karamoko Gaoussou
Ambasador Honorowy SCA "Just Do It"

  • RSS
  • pngimg.com - tiktok_PNG3
  • Whatsapp
  • Telegram
  • LinkedIn

© 2025 Stowarzyszenie Centrum Wsparcia Just Do It.
Wszelkie prawa zastrzeżone. W przypadku pytań dotyczących praw autorskich
lub zgody na wykorzystanie materiałów prosimy o kontakt:

info@centrum-wsparcia.pl

bottom of page