top of page

PALESTYNA - JĄDRO KONFLIKTU.

Dramat Gazy zbliża się do przesilenia.

Może przyschnąć lub trwać i promieniować. Jest odsłoną chronicznego konfliktu, destabilizującego sąsiedztwo UE i dotkliwiej dotykającego nasz region. Zmagający się ze skutkami wojny w Ukrainie i innymi wyzwaniami. Skłania to do spojrzenia na konflikt izraelsko-palestyński wystudzając emocje, możliwie bezstronnie. Poprzez własną narrację i pryzmat europejskich interesów. Kilka uwag.


1/12. Ustanowienie Izraela (1948) było realizacją nacjonalistycznego (syjonistycznego) projektu budowy po Zagładzie państwa „dla narodu bez ziemi, na ziemi bez narodu". Dzisiaj potomków „bezludzia" w historycznej Palestynie jest 6 mln i tyle samo w rozproszeniu. Żydów - odpowiednio 7 i 16 mln.

 
 

2/12. Dla przetrwania państwa tworzonego na ziemi zabieranej rdzennej ludności konieczna była ekspansja. Zajęcie jak najwięcej ziemi, możliwie wyludnionej. Stąd masowa depalestynizacja podczas kolejnych konfliktów, rzesze uchodźców i kolonizacja nowych obszarów.


3/12. Żadna ze stron nie chciała dzielić się ziemią. Brak było impulsów zewnętrznych, a siły pokoju z obu stron zawsze zbyt słabe by doprowadzić do kompromisu. Prowadziło to do radykalizacji, nasyconej religijnie. Zwłaszcza po wojnie 1967, z jerozolimską symboliką. Dziś o władztwo nad całą Palestyną upomina się i Hamas i Likud, a szerzej - oba narody.


4/12. Izrael zabiega o pokój z KA, ale nie z Palestyńczykami. Traktaty z Egiptem i Jordanią zapoczątkowały ten proces, ożywiony po dekadach zastoju Porozumieniami Abrahama. Jego bliskiemu ukoronowaniu normalizacją z Arabią Saudyjską przeszkodził atak 7/10. Ale przyczyny były głębsze. Wiązały się z obawami o upadek sprawy palestyńskiej i masowe wysiedlenia. Uwzględniały nastroje arabskiej ulicy, sympatyzującej z Palestyńczykami i widzącej w ich walce element własnych zmagań z opresją, wiązaną z polityką Zachodu i Izraela. I grą mocarstw.


5/12. Napaść Hamasu zadała Izraelowi bolesną ranę, radykalizując społeczeństwo. Nie stanowiła jednak zagrożenia egzystencjonalnego. Kraj dominuje militarnie nas sąsiadami - państwami upadłymi lub na progu upadłości. Albo przyjaznymi, nawet bez stosunków dyplomatycznych. Obowiązuje sponsorowana przez Rijad arabska oferta pokoju i normalizacji oparta o powrót do granic z 1967. Nie kwestionuje się istnienia Izraela.


6/12. Zagrożenie irańskie jest realne, ale Teheran ma świadomość, że odwet zniszczyłby reżim, co jest priorytetem. Działa przez ugrupowania zależne w Libanie, Iraku, Syrii czy Jemenie, gdzie struktury państwowe naruszyła wojna z terrorem.

 
 

7/12. Wojna ta po 2 dekadach jest bliska punktu wyjścia, a konsekwencje - żałosne. Postawiono na siłę, ignorując przyczyny terroryzmu i regionalne realia. Mówił o tym w Izraelu Biden, ostrzegając Izraelczyków, by uniknęli błędów USA po 11/9. Bez echa. A błędy dotyczą nie tylko interesów Zachodu, rywalizacji USA-ChRL, przyszłości regionu i świata. Ale też zapalenie na BW zielonego światła dla demokracji.


8/12. Przykładem radykalizacji jest Hamas. Po zwycięstwie w demokratycznych wyborach (2006) na Z. Brzegu i w Gazie ruch złagodził program i zaproponował Izraelowi trwały rozejm wkomponowany w rozmowy pokojowe. Zmienił też kartę, uznając granice z 1967. Izrael, USA i UE odrzuciły pomysł, nie proponując alternatywy.


9/12. Reakcja Zachodu na daleką od proporcji izraelską ofensywę w Gazie, skalę ofiar cywilnych i katastrofę humanitarną, usprawiedliwianie bombardowań mogących być zbrodniami wojennymi, podejście do pomocy humanitarnej i perspektywy wyludnienia Strefy, kontrastuje z polityką wobec Ukrainy. Tam J.Biden widział ludobójstwo przy kilku tysiącach cywilnych ofiar. Politycy zapominają, że skutki walk w Gazie są dostępne w czasie rzeczywistym w Internecie, kształtują opinie i nastroje, uczulają na dezinformację. Emocje przenoszą się na grunt społeczny, stymulując zarówno antysemityzm jak islamofobię. Przykładem mogą być Niemcy, dla których bezkrytyczny stosunek do działań Izraela wynika nie z ich oceny, a z rachunku sumienia za Zagładę.


10/12. Przez dekady napięcia na BW w niewielkim stopniu oddziaływały na sytuację w Europie. Obecnie ulega to zmianie, wobec zagrożeń ze strony Rosji. Wyzwania z 2 kierunków zagrażają stabilizacji UE, stojącej w obliczu wielu innych problemów. Te generowane z południa to nasilenie niekontrolowanej migracji, terroryzm, ograniczenie współpracy gospodarczej i inwestycyjnej, obciążenia z tytułu pomocy humanitarnej, ale także zagrożenie bezpieczeństwa szlaków handlowych, kluczowego dla dostaw ropy i gazu. O konsekwencjach społeczno-politycznych wspominałem.


11/12. Błędy popełnione przez USA po 11/9, wspomniane przez J. Bidena, powinny skłaniać do pogłębionej refleksji i wniosków. Piszę o tym od lat. Sprawa dotyczy również Europy, która nigdy nie zdobyła się na samodzielną skuteczną politykę na BW. Popełniła też kardynalne błędy - jak otwarcie libijskiego szlaku migracji czy zaniechania w rozwiązywaniu konfliktów. I ma na sumieniu grzechy wobec arabskich ruchów demokratycznych. Oby się nie okazało, że największym zagrożeniem dla naszego bezpieczeństwa jesteśmy my sami. Swoją lekcję do odrobienia mamy również w Polsce.


12/12. I jeszcze jedno. Wiara, że bezpieczeństwo dostaw paliw z BW jest gwarantowane militarną obecnością tam USA i Zachodu może okazać się warta niewiele więcej, niż kultywowane przekonanie, że Rosjanie nie przekroczą czerwonej linii.

 

Krzysztof Płomiński
Polski politolog i dyplomata, urzędnik państwowy, ambasador Rzeczypospolitej Polskiej w Iraku (1990–1996) i Arabii Saudyjskiej (1999–2003).
Odznaczony Krzyżem Kawalerskim (1997) oraz Krzyżem Oficerskim (2010) Orderu Odrodzenia Polski.

18 wyświetleń0 komentarzy

Ostatnie posty

Zobacz wszystkie
bottom of page